Nasze żywioły:earth-elementfire-elementwater-elementair-element

Tak, to prawda. Szybkie działanie, determinacja, ambicja… no i jest. Zaplanowaliśmy wyjazd do Francji i wejście na Mont Blanc jako rozpoznanie przed nową propozycją na sezon eventowy 2012. Plan – terminy, trasa przejazdu, noclegi, sprzęt, przygotowanie i wykonanie

Sprzęt – sprawdzenie, wymiana starego zużytego na nowy… polecamy wszystkim wyprawowiczom bieliznę z wełny merynosa.

Przygotowanie – przypomnienie pracy z linami, chodzenia w rakach, kilka wyjść w góry, żeby rozchodzić buty…

Wykonanie – wystartowaliśmy z Wrocka w piątek po południu. Nasz firmowy Landek sprawował się znakomicie. 1 300 km i przed południem zameldowaliśmy się na parkingu pod Aquila di Midi. Wjechaliśmy kolejką na Orle Gniazdo (3842 m npm) i rozpoczęliśmy aklimatyzację. Tarasy widokowe to doskonałe miejsce do podziwiania „dachu Europy”. My jesteśmy jednak praktykami. Sprawdziliśmy działanie nowego systemu grzania wody JET BOIL, żeby potwierdzić zapewnienia producenta. Wiadomo, że zimno, wysoko, ciśnienie i problem gotowy. System jednak nie zawiódł. Litr wody gotował w 2 min. Potem śpiwory i karimaty, spanko po całonocnej podróży. Zjechaliśmy ostatnim wagonikiem…

Doskonałym pomysłem był przejazd z Chamonix do La Fayet na nocleg. Taniej, i wygodniej, bo po noclegu na polu namiotowym podjechaliśmy samochodem na parking przy drugiej stacji kolejki zębatej, a dalej Tramway du Mont Blanc do Nid d\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\'Aigle 2363 m. Praktycznie wjechaliśmy do 2000m , bo dalej był remont trakcji. Ruszamy pieszo przez ostatnią stację kolejki i schron Forestiere do schroniska Tete Rousse 3150 m. Szlak prowadzi głównie skalnymi zakosami, czasem po płatach śniegu. Lodowiec zaczyna się na 3150 m n.p.m. Przed schroniskiem organizujemy sobie pole namiotowe i zakładamy obóz. Pożywna kolacja, uzupełnienie płynów i dobry sen . Rano szybka inwentaryzacja w sprzęcie niezbędnym, potrzebnym i zbędnym, i dalej w drogę kuluarem rolujących kamieni do schroniska Gouter 3817 m. Następnie na Dome du Gouter 4304 m i do schronu Vallot 4363 m. Niestety załamanie pogody krzyżuje nam nieco plany. Śnieżna zamieć zakrywa wydeptane szlaki i podejmujemy decyzję o awaryjnym noclegu w lodowcu. Czekanami kopiemy jamę, rozbijamy maleńką dwójeczkę i okopujemy się. Temperatura spada do – 200C, wiatr wieje 150 km/h. Trochę ciasno jak na czterech dorodnych facetów, ale dla nas liczy się cel. Przetrwaliśmy zasadzkę jaką zgotowała nam aura. Nad ranem zaczęło się wypogadzać i zobaczyliśmy jak niewiele brakło nam do Vallot’a. W schronie zjedliśmy śniadanie, zostawiliśmy większość gratów i ruszyliśmy do ataku na szczyt granią Bosses. Około południa zameldowaliśmy się najwyżej w Europie. Chwila dla oka – jeśli nie słyszeliście nigdy o leczeniu stresów za pomocą krajobrazów, to zapraszamy na wspólną wyprawę…, łyk gorącej herbaty i powrót do Goutera. Następnego dnia zawinęliśmy bazę na 3150m i ruszyliśmy do kolejki. Ostatnie spojrzenie na Blanca i powrót do samochodu.

Cudów nie ma. Po kilku dniach z ograniczonym dostępem do prysznica każdy pachniał górskim koziołkiem, to taki nowy alpejski zapach. Zjechaliśmy do jeziora w La Fayet, żeby zadbać nieco o higienę przed drogą powrotną. Kąpiel w jeziorze u podnóża góry, na którą wspinaliśmy się dwa dni to też atrakcja.

W środę o 17.00 wystartowaliśmy w drogę powrotną. Następnego dnia przed południem byliśmy już we Wrocławiu, co niektórzy w pracy na drugą zmianę…